Jak trenować i nie zbankrutować?

Na pewno jednym z pierwszych pytań, jakie zadaje sobie człowiek zaczynający przygodę ze sportem jest „dlaczego te ciuchy są tak cholernie drogie”? I pytanie to pada bez względu na dyscyplinę – czy to bieganie, CrossFit, triatlon, czy cokolwiek innego – zadaje je sobie każdy początkujący, a i do weteranów wraca ono raz po raz. Generalnie, najtańszy jest chyba basen – bo ciężko jest zbankrutować na kąpielówkach i okularkach. Poniżej znajdziesz krótki poradnik, dotyczący tego, jak trenować crossfit i nie zbankrutować.

Czy za ceną idzie jakość?

Zacznijmy od tego, że wysoka cena jako efekt wysokiej jakości produktu to jeden z najbardziej słabych argumentów. No cóż, jak wysoka jest to jakość możemy przekonać się za każdym razem, gdy ostrożnie, by nie porozciągać materiału, nakładamy wyprodukowaną w Indiach koszulkę Reeboka. Markowe ciuchy produkowane na Dalekim Wschodzie za miskę ryżu są warte ceny, którą muszę zapłacić w Polsce. Wszyscy tam produkują – bo jest taniej – ale skoro tam jest taniej, to dlaczego u nas jest bardzo drogo? No cóż, jedynym racjonalnym wytłumaczeniem jest zwykła pazerność i nabijanie pieniędzy na modzie oraz ludzkiej naiwności. Nie widać powodu, dla którego produkowana w Chinach bluza, czy buty po przetransportowaniu do Polski musi kosztować ponad 4 stówy. Bo nie leci to przecież czarterowanym odrzutowcem „S” klasą, tylko płynie kontenerowcem razem z setkami ton innych dóbr wszelakich – więc cena transportu, choć z pewnością niemała, rozkłada się na miliony sztuk towaru.

Czy można trenować CrossFit i nie zbankrutować? Można!

Okazuje się, że nie trzeba mieć nanosów, markowych spodenek, koszulek i skakanki Rouge, CrossFit można spokojnie uprawiać bez całego tego markowego nalotu. Nasze treningowe ciuchy to powinna być opcja minimum. Jedynie na butach nie powinno się oszczędzać. Ponadto ważne są też na każdym treningu liftery – buty do ciężarów – praca w nich to zupełnie inny poziom komfortu (a przy okazji zwiększone bezpieczeństwo).

 

Czy do ćwiczenia CrossFitu potrzebne są markowe ciuchy? Oczywiście, że nie!

Gadżet absolutnie zbędny są koszulki i spodenki. Otóż to, czy idę na trening w ciuchu markowym, czy decathlonowym nie ma żadnego przełożenia na wyniki ani na komfort samego treningu – więc nie ma więc sensu w płaceniu grubej kasy za obrandowane ciuszki. Natomiast to, co się tyczy butów – na pierwsze pół roku spokojnie wystarczą zwykłe sportowe buty. Jak ktoś chce koniecznie markowe – outlety na warszawskim Ursusie oferują zeszłoroczne modele za pół ceny „sklepowej”. Później też można dać radę bez „butów do CrossFitu”, a jak ktoś czuje imperatyw, na pewno da się znaleźć „minimale” poniżej 450zł za parę. Bardzo przydatne są także skarpety do ciężarów.

Dodaj komentarz